Dziś jest wtorek, 9 lutego 2010
 
   
   
 
Reklama
 
 
Toyoty na celowniku? Drukuj Email
Sokołów Podlaski
Środa, 03. Luty 2010 21:34

W ubiegłym roku w Polsce najczęściej kradziono volkswageny passaty i golfy. W Sokołowie Podlaskim złodzieje upodobali sobie jednak znaną japońską markę. – To musi być zorganizowana grupa. Ostrzeżcie przed nimi właścicieli aut – alarmują nasi czytelnicy.
O sprawie kradzieży toyot w mieście jest bardzo głośno. - Od kilku miesięcy w Sokołowie Podlaskim działa grupa, specjalizująca się w kradzieżach samochodów. Na celownik złodzieje wzięli jedną markę – toyotę. Podobno najczęściej giną modele corolla i avensis. Oczywiście są to nowe, zaledwie kilkuletnie auta – twierdził nasz czytelnik.
- Dlaczego sokołowska policja na łamach prasy podaje tylko, gdzie doszło do kolizji i ile promili mieli zatrzymani do kontroli kierowcy, a ani słowem nie wspomina o tak licznych kradzieżach toyot? Przecież takie informacje wzmogłyby czujność u innych posiadaczy samochodów tej marki i może zapobiegłyby innym kradzieżom – to z kolei głos mieszkanki naszego miasta. - Ale czym się tu chwalić. Przecież żadnego ze skradzionych samochodów nasza policja nie znalazła. Lepiej zatem mówić o sukcesach, a nie o porażkach – dodała.
– Przez cały ubiegły rok i w styczniu 2010 r. na terenie powiatu sokołowskiego skradziono 10 samochodów. Siedem z nich to były toyoty – informuje Sławomir Tomaszewski, rzecznik prasowy sokołowskiej policji. – Odnotowaliśmy 3 przypadki, zakwalifikowane jako fikcyjne kradzieże. Zatrzymaliśmy trzech sprawców – dodaje rzecznik. Nie byli to jednak sprawcy kradzieży toyot. A auta tej marki kradziono w różnych częściach miasta. Samochody znikały z parkingów przed blokami, ale także z prywatnych posesji oraz z garaży.
– Złodzieje są doskonale przygotowani. Działają pod osłoną nocy, najpewniej między godz. 1 a 3, kiedy domownicy twardo śpią. Potrafią odłączyć prąd dochodzący do domu i wejść do garażu, skąd przez nikogo niezauważani wyprowadzają auto. Nic ich nie powstrzymuje. Jedna z toyot stojąca na parkingu była zastawiona przez inne auto. By ją ukraść, wycięli metalowe słupki – twierdzi mieszkanka Sokołowa. BGON
Więcej w ŻS 5 lutego

Zmieniony ( Środa, 03. Luty 2010 22:11 )
 
Komentarze (14)
Przegrana czegoś uczy, a tylko głupi się nie boi Drukuj Email
Wydarzenia
Środa, 03. Luty 2010 13:15

W pierwszy dzień ferii, w siedzibie siedleckiego Caritas, z najmłodszymi spotkał się sam Krzysztof "Diablo" Włodarczyk. Do dzieci przyjechali też pracownicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, siedleckiego oddziału Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego oraz policjanci z Siedlec i Parczewa. A wszystko to dlatego, że, jak głosi hasło jedno z haseł: "Razem bezpieczniej".
Były mistrz świata w boksie odpowiedział na wszystkie pytania dzieci. Można było podziwiać jego pas interkontynentalnego mistrza świata, zdobyty w walce w 2001 roku.
Włodarczyk, to wspaniały sportowiec , ale tez i człowiek. Choć - w życiu układało mu się różnie. Bez skrępowania opowiadał o problemach, jakie kiedyś mieli z nim najbliżsi.  - Rodzice często musieli się za mnie porządnie wstydzić - mówił. - Wszędzie było mnie pełno, można powiedzieć, że miałem lekkie ADHD. Zdarzało się, że kradłem pieniądze babci, cioci, tacie, mamie… Kiedyś pobiłem brata tak, że cztery tygodnie leżał w szpitalu.

Dziś - mistrz
To był ostatni raz, kiedy dał się sprowokować słabszemu od siebie. Dziś wie, że prawdziwe zwycięstwo można odnieść tylko dzięki opanowaniu i … ciężkiej pracy. Z łobuziaka, jakim był Diablo, wyrósł  porządny człowiek. Wszystko za sprawą boksu.
- Na treningi zapisał mnie tata, żebym mógł gdzieś zużyć nadmiar energii. To tam nauczyłem się, że ciągle trzeba starać się, by być lepszym. Że wcale nie chcę być chuliganem, a… kimś kto robi to, co kocha. I tak boksuję już 15 lat - wspominał.

Więcej w "Życiu Siedleckim" z dnia 5 lutego

Zmieniony ( Środa, 03. Luty 2010 13:18 )
 
Komentarze (0)
Historia medalika Drukuj Email
Wydarzenia
Środa, 03. Luty 2010 13:05

Być może mijamy ich na ulicy, w kolejce do lekarza. Starzy, zmęczeni, schorowani. Została ich garstka. Więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Wśród nich - pan Antoni Świderski z Siedlec.

Upalne lato 1943 roku. Na Łapiguzie- stacji kolejowej w Łukowie- pracuje 21-letni Antoni. Naprawia tory, wymienia szyny i podkłady.
Do jego  domu w Świdrach pod Łukowem przychodzi gestapo. Ktoś zdradził. W trakcie przesłuchania podał imię i nazwisko Antoniego Świderskiego, podejrzanego o przynależność do AK.
Antoni ma niewiele czasu. Żegna się z najbliższymi. Ostatnie spojrzenia, słowa pełne miłości. W pośpiechu matka błogosławi go, wciskając medalik Matki Boskiej z Niepokalanowa.
Zaczyna się seria przesłuchań. Przewożą go do więzienia na Zamku w Lublinie. Ma podać nazwiska, dużo nazwisk, jak najwięcej nazwisk wrogów Rzeszy. Bicie, poniżanie i ciągłe grożenie śmiercią. Nie wydał nikogo. Został zesłany do Auschwitz.
Numer 155708
-Do Oświęcimia jechaliśmy dwie doby - opowiada. -W wagonie towarowym ponad trzydzieści osób. Bez jedzenia, bez picia. Brakowało powietrza, straszny smród, bo załatwiać się można było tylko na miejscu. Samą jazdą chcieli nas wykończyć.
o przyjeździe do obozu i otworzeniu wagonów ludzie mdleli od nadmiaru świeżego powietrza. Ogolili mu głowę. Pozbawili imienia i nazwiska. Na ręku wytatuowali numer: 155708. Ale i tak miał dużo szczęścia. W Oświęcimiu spędził niecałe trzy miesiące.
 -W baraku spało nas dziesięciu, na kawałku podłogi -wspomina. - Dawali nam kawę, trochę chleba, czasem zupę, nie wiadomo, co w niej było. Rano i wieczorem zwoływali na apel, na którym wszystkich liczono. Pamiętam ciemny, gryzący dym. Był wszędzie, cuchnący, trudny do zniesienia. Spowijał cały obóz. Wiedzieliśmy, że obok nas palą tysiące ludzi. I że ten dym, to właśnie z ich ciał. W Oświęcimiu nie pracowaliśmy. Czekaliśmy z kolegami na to, co z nami zrobią. Pod koniec trzeciego miesiąca przyszli po nas. Myślałem, że to koniec, że idziemy na śmierć.

Więcej w "Życiu Siedleckim" z dnia 5 lutego

Zmieniony ( Środa, 03. Luty 2010 13:09 )
 
Komentarze (0)
Nie pomogli mi uratować łabędzia Drukuj Email
Wydarzenia
Środa, 03. Luty 2010 13:09

Pani Elżbieta Talarek znalazła zmarzniętego łabędzia w Płatkowniczy nad Bugiem. Wykonała dziesiątki telefonów do różnych instytucji, by ktoś zajął się ptakiem.
Gdy po wielu trudach udało się jej uprosić wójta Sadownego o przysłanie weterynarza. Łabędź padł jednak tuż przed jego przyjazdem.
W ubiegłym tygodniu brat pani Elżbiety, która ma domek letniskowy w Płatkownicy, przyjechał do niej w odwiedziny. Kobieta, mimo mrozów, wypoczywała w weekend na swojej działce. Brat powiedział jej, że widział w polnym rozlewisku zamarzniętego łabędzia.
Pani Ela razem z bratem powiadomili straż pożarną, żeby uwolnić osłabionego i ledwie żywego ptaka.
Był osłabiony
Akcja została przeprowadzona błyskawicznie. Już po kilku chwilach łabędź znalazł się w domu kobiety. - Dałam mu jeść i zrobiłam posłanie z gazet - opowiada pani Ela.
- Był tak osłabiony, że postanowiłam poszukać instytucji, która zajęłaby się nim. Dzwoniłam do warszawskiego ZOO. Tam powiedzieli mi, że owszem wezmą go, ale muszę sama zorganizować transport. Szukałam pomocy w innych instytucjach, zajmujących się opieką nad zwierzętami. Wszędzie to samo. Mówili, że trzeba przywieźć, to wtedy może się zajmą. A ja, niestety, nie miałam czym.
Kobieta trzy noce opiekowała się łabędziem. Dopiero w poniedziałek, gdy zaczęły pracować urzędy, zadzwoniła do gminy w Sadownem. - Tam jedna pani powiedziała mi, że ludzie marzną, a ja rozpaczam nad jakimś ptakiem. Wójt Sadownego obiecał, że zaraz przyśle lekarza weterynarii - opowiada.
 

Więcej w "Życiu Siedleckim" z dnia 5 lutego

Zmieniony ( Środa, 03. Luty 2010 13:15 )
 
Komentarze (0)
Zasady dobrego wymijania Drukuj Email
Mimochodem
Środa, 03. Luty 2010 13:01

   Podobno śniegu ma jeszcze dosypać, a przecież i tak jest go pod dostatkiem. W Siedlcach kierowcy narzekają na źle odśnieżone ulice, a piesi - na chodniki. W moim rodzinnym Mińsku Mazowieckim jest tak samo.
   Najgorzej jest na bocznych ulicach. Wały śniegu po jednej i po drugiej stronie. Pomiędzy nimi zmieści się tylko jeden samochód. Co więc robić, gdy spotkają się dwa - jadące z przeciwka? Prawo tego nie reguluje, kto komu musi ustąpić, a przejechać się nie da.
   Postanowiłem więc opracować zasady dobrego wymijania się w takich sytuacjach. Otóż ustąpić (wycofać się, wjechać w otwartą bramę) powinien ten z kierowców, który jest lepiej wychowany. Jeśli zaś obaj wychowani są tak samo, to wycofać się powinien ten, który na ulicę wjechał później. Prawda - jakie to proste!
   Stosując się do powyższych zasad da się uniknąć sytuacji, jakiej ostatnio byłem świadkiem na Nowych Siedlcach. Dowiedziałem się wtedy, jak mają na imiona matki obu kierowców. Dziwnym trafem obie nazywały się tak samo. Obie na literkę K.
   Jest też trzecia możliwość. Władze miast i wsi mogłyby wziąć się za odśnieżanie. Ale to chyba jest zbyt proste, żeby mogło być zrobione.        

Janusz Wojciech Kowalski

Zmieniony ( Środa, 03. Luty 2010 13:02 )
 
Komentarze (0)
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 63

Sonda

Ile metrów powinno dzielić sklep z alkoholem od szkoły i kościoła
 

Wydarzyło się

WOJEWÓDKI GÓRNE, GMINA BIELANY

Quadem w drzewo


W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia policja została powiadomiona o wypadku quada w tej miejscowości. Kierowca stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w drzewo. Przed przyjazdem funkcjonariuszy, kierujący quadem został zabrany przez karekę pogotowia do szpitala. Policjanci zastali tylko pojazd stojący na poboczu. Miał połamany błotnik, uszkodzony układ kierowniczy, siedzenia oraz zniszczoną deskę rozdzielczą. Jak ustalono, kierującym był 35-letni mieszkaniec gminy Bielany. Zanim wsiadł na quada, wypił kilka piw. Odniósł na tyle poważne obrażenia, że trafił do szpitala wojewódzkiego w Siedlcach. BGON

 
WIESKA, GMINA JABŁONNA LACKA

Wpadł na kradzieży prądu


Policjanci z posterunku w Jabłonnie Lackiej podczas kontroli posesji w Wiesce zauważyli podejrzanie wyglądające przyłącze energii elektrycznej. Zrobione było ze zwykłego przewodu elektrycznego i prowadziło od słupa do budynku. W jego wnętrzu rozprowadzono instalację elektryczną. W kilku miejsca znajdowały się prymitywne urządzenia grzewcze. Przy jednym z nich, stała otwarta butelka z benzyną. Pogotowie energetyczne, odłączyło nielegalne przyłącze, zagrażające bezpieczeństwu, osób przebywających w domu. Właściciel posesji, 38-letni mężczyzna poniesie odpowiedzialność. Za kradzież energii elektrycznej grozi mu kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. BGON

 
SOKOŁÓW PODLASKI

Szkolni podpalacze


Policjanci zostali powiadomieni o pożarze w sokołowskim gimnazjum. Spalił się drewniany wieszak i ławka. Odnowienia wymagały również okopcone ściany szatni. Dzięki szkolnemu monitoringowi bardzo szybko odszukano sprawców. Kamera zarejestrowała, jak dwóch uczniów szkoły wchodzi do szatni i po 12 minutach szybko wybiega z pomieszczenia. Później widać już tylko było wydobywający się dym. Jeszcze tego samego dnia próbowano odnaleźć młodych podpalaczy, lecz ze strachu „zapadli się pod ziemię”. Dopiero w następnych dniach, z rodzicami, zgłosili się na przesłuchanie. Od razu przyznali się do wszystkiego i szczegółowo wyjaśnili jak było. Gdy weszli do pomieszczeń szatni, jeden z kolegów nasikał na podłogę, a drugi podpalił wiszące na wieszaku spodenki gimnastyczne. Gdy buchnął płomień, zdążył tylko odsunąć firanki, aby się nie zapaliły i szybko wybiegi z szatni. Dwaj uczniowie pierwszej klasy: 14 i 16-latek odpowiedzą przed sądem dla nieletnich. BGON

 
RYTELE SUCHE, GM. CERANÓW

Ojciec z synami na łowach


Czterech mężczyzn zatrzymali w sobotę 21 listopada funkcjonariusze Państwowej Straży Rybackiej podczas nielegalnego połowu ryb w Bugu. Cała czwórka to mieszkańcy powiatu ostrowskiego. Wśród nich był ojciec i dwóch synów. Kłusownicy mieli zastawione trzy tzw. drygawice o średnicy oczek 30 x 30 mm i 40 x 40 mm. Policjanci odebrali mężczyznom sprzęt służący do nielegalnego połowu. Działanie strażników i policjantów było na tyle szybkie, że w sieci, nie zdążyła się jeszcze złapać żadna ryba. Za kłusownictwo rybne podejrzanym grozi do dwóch lat pozbawienia wolności. BGON

 
Siedlce

Agresywny pasażer

We wtorek, 3 listopada, jak każdego dnia pracy, kontrolerka wsiadła do jednego z autobusów jadących ulicą Piłsudskiego, aby sprawdzić bilety pasażerów. Podczas kontroli okazało się, że jeden z podróżujących jedzie na "gapę". Złapany na gorącym uczynku pasażer, zamiast pokornie przyznać się do winy zaczął się agresywnie zachowywać. Obrzucił kontrolerkę wyzwiskami i zaczął grozić jej śmiercią. Przestraszona kobieta poważnie zaczęła obawiać się spełnienia obietnic bandyty. Na czas jednak zjawiła się policja i zatrzymała awanturnika. Na komendzie okazało się, że ma do odbycia w zakładzie karnym 24 dniową karę pozbawienia wolności za niezapłaconą grzywnę. Pokrzywdzona, którą jest 44-letnia mieszkanka pow. siedleckiego, złożyła również zawiadomienie o popełnionym przestępstwie. Za czyn ten sprawcy grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

 
 
 
Życie Siedleckie
ul. Starowiejska 60, 08-110 Siedlce
tel. 025 632 79 77
e-mail: redakcja@zycie-siedleckie.com.pl
Redaktor Naczelny: Janusz Wojciech Kowalski
Garwolin
ul. Staszica 6
08-400 Garwolin
tel. 025 682 23 55
e-mail: garwolin@zycie-siedleckie.com.pl
Mińsk Mazowiecki
ul. Konstytucji 3 Maja 7/5
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. 025 759 56 42
e-mail: minsk@zycie-siedleckie.com.pl
Sokołów Podlaski/Węgrów
ul. Wokulskiego 1/5 B
08-300 Sokołów Podlaski
tel. 025 781 35 75
e-mail: sokolow@zycie-siedleckie.com.pl
 
  Design by SEDKOMP © 2008